Just Cause

Tysiąc kilometrów kwadratowych wirtualnego świata brzmi jak obietnica dobrej zabawy. Zwłaszcza, gdy doda się do tego brak liniowych misji i kilka gadżetów dla głównego bohatera, których nie powstydziłby się sam Batman. Taką właśnie obietnicę złożyli twórcy Just Cause, a co ważniejsze – w pełni się z niej wywiązali. Wielu graczy uważa, że Just Cause – zwłaszcza druga odsłona serii – to najlepszy sandbox, w jakiego grali. Wspomniane tysiąc kilometrów to nie żart. Wprawdzie część pokryta jest wodą, ale biegać lub jeździć możemy po ponad sześciuset.
Zresztą woda też nie jest dużą barierą, kiedy dysponujemy helikopterem czy motorówkami. W tak wielkiej „piaskownicy” można się świetnie zabawić. Ogromny świat oddany do użytku graczowi nie w dodatku nic wspólnego z monotonią. Warto poruszać się nim choćby po to, by zwiedzić kolejne regiony. Jungla, miasto czy nadmorska twierdza – to tylko przykłady lokalizacji, które zobaczysz. Każde takie miejsce to nieco inny mikroklimat.
W grze zmieniają się także warunki atmosferyczne, a postać głównego bohatera może wchodzić w bogate interakcje ze światem. Kradzież samochodu czy samolotu to często tylko początek zabawy. Nasz komandos dostał do dyspozycji całkiem pokaźny arsenał broni. Wrogów możemy standardowo wycinać przy pomocy karabinków, snajperki czy granatów. Warto się nieco postarać, bo po każdej misji zobaczymy podsumowanie naszych wyczynów. Co ważne, misje wykonujemy za każdym razem według własnego przepisu.
Twórcy tytułu nie nałożyli na gracza wielu ograniczeń, dali za to ogromny wachlarz możliwości.