Destruction Derby

W historii gier komputerowych było co najmniej kilka tytułów, które dawniej święciły tryumfy, ale aktualnie są nieco zapomniane. Destruction Derby to jeden z nich. Gdy gra pojawiła się na rynku, wiele osób zmieniło własne spojrzenie na kwestię poruszania się za pomocą auta. Nagle okazało się, że jakiekolwiek znaki, ograniczenia a nawet zdrowy rozsądek to rzeczy zupełnie niepotrzebne. W klasycznym już tytule po ulicach poruszasz się jedynie po to, aby dojechać jak najszybciej do mety.
Nie musisz się jednak obawiać, że za moment zderzysz się z którymkolwiek z przeciwników. To nie delikatna Toca czy Need For Speed. W świecie Destruction Derby zderzenia są dodatkowo punktowane. O ile tylko zrobisz to na tyle umiejętnie, by to oponent stracił zderzak, szybę lub drzwi, a nie Ty. W grze istniały dwa kluczowe tryby rozgrywki.
Pierwszy z nich to wspomniany wyścig. Każdy, kto grał w DD z pewnością dobrze pamięta ogromne górki i kręte uliczki, które niejednokrotnie przechodziły w długą prostą. Takie trasy to dobre pole do manewru, gdy myślisz jak wykończyć przeciwników. Drugi rodzaj to typowe, amerykańskie destruction derby. Typowe przynajmniej dopóki nie zagrałeś na levelu z przepaścią ziejącą po środku.
W trybie „zderzanki” pojazdem trzeba było umieć pokierować równie umiejętnie jak na rajdowych trasach. Tylko wówczas można było liczyć na to, że zachowamy sprawne auto do samego końca rozgrywki, a nasi przeciwnicy skończą z dymiącymi chłodnicami lub spalonymi silnikami.